Foto i wideo

Możesz cyknąć sama. Tylko po co?

Wszyscy mamy aparaty w kieszeni. Telefonem możesz nagrać TikToka, sfotografować produkt i złożyć coś na Insta. Tylko że potem próbujesz to zmontować i YouTube mówi Ci, że „to proste”, ale Ty płaczesz, bo warstwy się nie sklejają. Szukasz efektów, które mają inni, ale nie masz pojęcia, jak ich użyć. Albo jeszcze lepiej – nie możesz ich znaleźć, bo gatekeeping ma się dobrze.

Zdjęcie ładne, ale światło dziwne, tło brzydkie, a Ty znowu 3 godziny próbujesz coś ogarnąć i w końcu wrzucasz byle co, a i tak nikt nie reaguje, bo to po prostu… nie działa

I tu wchodzimy my. Nie tylko z aparatem i mikrofonem, ale z głową pełną pomysłów, doświadczeniem i planem, co z tym zrobić, żeby miało sens.

Bo możesz mieć wideo, które wygląda jak z reklamy Diora – piękne ujęcia, slowmo, muzyczka z emocjami i tańczący pyłek światła w tle… A potem wrzucasz to na Instagram, siedzisz, patrzysz i… nic. Zero wiadomości. Zero zapytań. Zero reakcji, oprócz komentarza od cioci Grażyny: „Pięknie wyglądasz, kochanie”.

A możesz też mieć filmik zrobiony bez nadęcia. Prosto, ale z pomysłem. Z takimi kadrami, które nie tylko wyglądają, ale coś mówią. I nagle bach — są lajki, są serduszka, są wiadomości typu: „Ej, gdzie to zrobiłaś?” albo „Potrzebuję dokładnie takiego czegoś u siebie!”.

Bo prawda jest taka, że w contencie nie chodzi o to, żeby było perfekcyjnie. Chodzi o to, żeby było Twoje.
Żeby ktoś, kto to ogląda, poczuł coś więcej niż tylko „ładnie”. Żeby miał ciarki, uśmiech pod nosem albo chociaż pomyślał: „Kurczę, fajna babka. Chcę ją obserwować”.

I właśnie o takie materiały nam chodzi. Takie, które nie tylko dobrze wyglądają, ale coś znaczą. I które ludzie chcą obejrzeć jeszcze raz. Albo przynajmniej zapisać „na później” i do Ciebie napisać, zanim zapomną.

Dobrze wiemy, że masz już dość grzebania po nocach w CapCutcie, żeby jakoś dociąć te 5 sekund filmu z eventu, który był tydzień temu i nadal nie ma z niego nic sensownego. Masz dość proszenia koleżanki, żeby „cyknęła fotę do O mnie” i potem obrabiania tego tak, żeby nie było widać, że to w kuchni. Masz dość zdjęć, które niby miały być „w stylu aesthetic”, a wyszło… no, znowu nie tak.

W końcu masz markę, która zasługuje na coś więcej niż „byle było”.
Na zdjęcia, które pokazują Twoją energię. Na film, po którym ktoś pisze „Widziałam to i pomyślałam od razu o Tobie!”.

I to właśnie robimy.

W czym Ci pomożemy?

Masz po dziurki w nosie robienia tego sama?

Nie musisz wiedzieć, czego dokładnie chcesz. Nie musisz mieć planu, scenariusza ani folderu z inspiracjami. Wystarczy, że napiszesz „mam markę i chcę w końcu pokazać ją tak, jak trzeba”.